Tagi

, , , ,

Pierwszej jesieni, od zamieszkania Mańki z dziadkami, dziewczynka, wracając ze szkoły, przyniosła zawiniętego w swój najlepszy sweter zajączka. Znalazła go w chruśniakowym gąszczu. Widziała jak rudy, podstępny lis poniósł w pysku jego matkę. W legowisku ujrzała trzy uduszone kociaki i tego jednego, którego uratowała.
Kolejne zwierzę przygarnięte przez wnuczkę nie ucieszyło babci. Widząc, jak z dziadkiem urządzają szarakowi legowisko w stodole oznajmiła, że będzie z tego niezły pasztet.
Kicek, bo tak nazwała zajączka Marysia, rósł szybko. Kilka dni dziewczynka karmiła go mlekiem z butelki przez smoczek, ale szybko nauczył się jeść sam. Zimę spędził w stodole, a wiosną przeniesiono go do zagrody w ogrodzie.
Dziadek uprzedził Mańkę, że zając, to dziko żyjące stworzenie i będzie musiała się z szarakiem rozstać, gdy ten dorośnie.
Cała trójka przywiązała się do Kicka, który witał Marysię, gdy wracała ze szkoły. Kicał po podwórzu za dziadkiem i nawet, zazwyczaj powściągliwa, babcia okazywała mu sympatię.
Mańka z dziadkiem podejrzewali, że staruszka dokarmia co smaczniejszymi kąskami zwierzaka, bo na jej widok zabawnie trząsł słuchami.
Tuż przed Świętami Wielkiej Nocy Kicek zaginął. W ogrodzeniu nie znaleziono dziury, którą mógłby się wydostać, a furtka była zamknięta, co podważało wersję babci, że zając uciekł.
Dziewczynka obawiała się najgorszego. Podejrzewała, że jej przyjaciel znajdzie się na wielkanocnym stole, jako pasztet. Nie umiałaby wybaczyć babci takiego okrucieństwa.
– Dziadku – zagadała w sobotę, gdy zagrabiali zeschniętą trawę i pozostałości liści – czy Kicek naprawdę uciekł?
– Tak. Na pewno uciekł do lasu, tam gdzie jego miejsce. Natury nie oszukasz – odpowiedział.
– Ale jak się wydostał z ogrodzenia skoro nikt go nie wypuścił? – dociekała dziewczynka.
– Trudno powiedzieć. – Mężczyzna podparł się na trzonku grabili i uważnie przyjrzał wnuczce. – To, że czegoś nie wiemy lub nie znamy, nie znaczy, że stało się coś nadzwyczajnego. No, dość już tego sprzątania. – Pomierzwił włosy dziewczynki. – Trzeba pomóc babci w kuchni. Idź do domu, a ja zbiorę śmieci.
– Wygrabię jeszcze przy płocie – ochoczo zaproponowała.
– Sam to zrobię. Ty zmykaj do kuchni.
Dziewczynka nie potrafiła wyzbyć się podejrzeń i wciąż snuła w głowie najdziwniejsze okoliczności zagadkowego zniknięcia Kicka. Raz wymyśliła, że Kicka porwał jastrząb, za moment, że babcia go sprzedała, żeby mieć pieniądze na świąteczne zakupy, albo, że porwali go Cyganie. Bała się spróbować pasztetu z kaczki, który stał obok szynki, jaj, białej kiełbasy i innych potraw w wielkanocne śniadanie.
Wieczorem, gdy już leżała w łóżku, babcia przyszła ucałować ją na dobranoc.
– Wciąż jesteś smutna – zauważyła, głaszcząc głowę Mani. – To przez Kicka?
– Dlaczego uciekł? I jak? Przecież furtka była zamknięta.
– Zając, to dzikie zwierzę. Naturę zawsze ciągnie do lasu – pocieszała ją babcia. – Możliwe, że nie zauważyliśmy, kiedy wyszedł i ktoś z nas zamknął furtkę już po jego ucieczce.
– A pasztet na pewno był z kaczki? – niewytrzymała dziewczynka.
– Mańka, jak możesz? – zasmuciła się babcia. Zwiedzona odeszła od posłania dziewczynki. – Śpij już. Jutro chodzi wielkanocny zajączek. Mam nadzieję, że nie pominie cię przez te krzywdzące podejrzenia.

Z samego rana dziewczynka zajrzała do ogrodu. Nie znalazła w nim swojego koszyczka.
– No, tak! – Kopnęła kępkę zeschniętej trawy przy furtce. – Mogłam się tego spodziewać – powiedziała sama do siebie.
But Mańki zaczepił się o wystający u dołu płotu drut. Wyszarpując nogę zdenerwowana dziewczynka zauważyła, że pod kępą kryje się podkop. Rozchyliła trawę i ujrzała przejście w sam raz dla zająca.
– Babciu! Babciu! – Wbiegła do domu i objęła staruszkę. – Przepraszam.
– A cóż to? – zdziwiła się babcia. – Znalazłaś swój koszyczek?
– Nie, ale znalazłam dziurę, którą uciekł Kicek!
– A koszyczek? – dociekał dziadek.
– Przecież zajączek wielkanocny chodził wczoraj – zauważyła dziewczynka.
– Nie u nas – wyjaśnił dziadek. – U nas chodzi w Dëgùsë*. Chodź. – Wyciągnął rękę do dziewczynki.
Cała rodzina poszła do stodoły. Dziadek wskazał na legowisko, urządzone jesienią dla Kicka, w którym stał wypełniony słodkościami i upominkami koszyczek.
Widzôl të tegò zajca, òn pewno mùszi miec tu gniôzdo.** – powiedziała do dziadka babcia.

_____________________________________________________

Dëgùsë* – nazwa kaszubskiego zwyczaju chłostania panien i młodych mężatek rózgami z jałowca bądź brzeziny w wielkanocny poniedziałek.
Widzôl të tegò zajca, òn pewno mùszi miec tu gniôzdo** – język kaszubski [Widziałeś tego zająca, on pewnie musi mieć tu gniazdo].

Reklamy